Ociągasz się latami ze zrobieniem prawka. Mijają miesiące, chcesz iść zapisać się na egzamin, ale jakoś tak ciągle Ci nie po drodze. Nagle, w tym całym pośpiechu dnia codziennego, wychodzą na teście dwie kreski. Zdałaś. Ale nie ten test który od dłuższego czasu planowałaś. Po pierwszym szoku, zaczynasz przygotowania do tego żeby przywitać swoje maleństwo na świecie. I w tym momencie przychodzi Ci do głowy, że możliwość prowadzenia samochodu bardzo by się przy takim dzidziosławie przydała. I co teraz? Startować z zapisem, czy poczekać do rozwiązania?

W moim wypadku zaczęłam naukę na egzaminy w szkółce jeszcze przed zajściem w ciążę. Kiedy zdawałam test teoretyczny, nie miałam pojęcia że w moim brzuchu rośnie mały fasolek. Którakolwiek wersja wchodziłaby w grę, najważniejsze jest pytanie, czy warto w ciąży zaczynać lub kontynuować egzaminy?

Wszystko zależy od twoich predyspozycji. Najważniejszy jest maluch i Ty – jeżeli jesteś typem wiecznie zestresowanej neurotyczki to daruj sobie prawko. Nie warto ryzykować zdrowia swojego lub dzidziosława. Jesteś wcieleniem buddy, i podchodzisz do tematu na zimno? Moim zdaniem wtedy warto spróbować. Możesz też tak jak ja być gdzieś po środku. W moim wypadku w trakcie zdawania rosła adrenalina i skupienie. Zbędny stres był wyłączony. Nikt też nie broni rezygnacji w jakimkolwiek momencie – jasne, tracisz kasę, ale będziesz miała satysfakcję że chociaż spróbowałaś. Poza tym będziesz też wiedziała na przyszłość z czym to się je.

Jeżeli już podjęłaś decyzję że dasz sobie szansę, to warto pomyśleć o kilku sprawach. Po pierwsze lepiej zdawać w mniej zaawansowanej ciąży – później człowiek czuje się jak wielka tocząca się kulka, i manewrowanie rękami i kierownicą jest utrudnione. Ogólnie im dalej w las tym ciężej ze wszystkim. W moim wypadku przejście 100m w 9 miesiącu to był wyczyn, co dopiero przyciągnąć zadek pod Word i jeszcze wykrzesać z siebie więcej niż „dzień dobry”. Także nie czekaj z tym na ostatnią chwilę. Nie czekaj też, naiwnie myśląc że im większy bebzol tym instruktorowi szybciej serce zmięknie, i wystawi pozytyw. Ja zdałam za 2 razem – z już widocznym brzuchem. Moja siostra również za drugim, bez ciąży. Także Word w Warszawie na Odlewniczej nie daje forów. Na pewno nie wypuszczą na ulicę kogoś kto nie ma odpowiednich umiejętności.
Następna kwestia to bezpieczeństwo. Warto zaopatrzyć się w specjalne pasy dla ciężarówek. Jasne, mówi się że ciężarna pasów zapinać nie musi – ale umówmy się, dużo bezpieczniej jest się przypiąć. Ale pasem dostosowanym do naszej sytuacji. Można takie wypożyczyć, nie trzeba kupować. Jest trochę ofert na internecie które nie wyczyszczą portfela.
Co jeszcze? Prowiant. Kiedy idziesz na egzamin praktyczny, możesz trochę poczekać aż wyczytają twoje nazwisko. Przygotuj więc Jedzenie i picia na ten czas, bo nikt głodny być w takim momencie nie powinien – a już na pewno przyszła mama. Tylko pamiętaj, nie pij za dużo. Pęcherz może o sobie dać znać w trakcie jazdy która trwa ok 30-45min, czasem nawet godzinę. Gwarantuje że nie zaparkujesz równolegle myśląc o tym czy tyłek ci się spocił, czy jednak już popuściłaś. Co jeszcze? To rada nie tylko dla zdających przyszłych mamusiek, ale jak sądzę dla każdego zdającego. Obstawa, wsparcie psychiczne. Ktoś kto zagada, kiedy z obłąkaniem w oczach szukasz w notatkach jak do cholery poprawnie sprawdzić tą ilość oleju. Ktoś kto odwróci uwagę od następnej osoby która na placu manewrowy magiczną „L-kę” pomyliła z litera U. I teraz idzie do wyjścia że łzami w oczach. Podsumowując, uważam że warto mieć towarzystwo chociażby na egzaminie praktycznym. Na teorii można się bez niego obejść.
Jeżeli zawzięłaś się, i podchodzi do egzaminu praktycznego już któryś raz, a zegar tyka i zaczyna się walka z czasem bo poród tuż tuż, pamiętaj że możesz po oblanym teście złożyć w Word papier o szybszy termin nowego egzaminu. Ja miałam taki przygotowany na zaś, ale na szczęście za tym podejściem udało mi się zdobyć wymarzony pozytyw.
A jak było o was? Zdawałyście z brzuchem, czy jednak czekałyście na rozwiązanie żeby się za to zabrać?