Liliputek już w szpitalu zadziwiała nawet pielęgniarki. W drugim dniu życia potrafiła leżąc na pleckach dosyć znacząco unieść główkę. Była od początku silna i bardzo ruchliwa. Jak się później okazało nie tylko za dnia ale i w nocy siły jej nie opuszczały. Podsumowując pierwszy rok mojego mamuśkowania – dostałam konkretny wycisk. Dowodem na to jest nawet ten blog – planowany już pod koniec ciąży, światło dzienne ujrzał jak Putek skończyła 1,5 roku. Wcześniej jak zebrałam do kupy swój zmęczony umysł wyczynem było nałożenie odżywki na włosy podczas prysznica. Nie mówiąc o ogoleniu nóg, tu już czekałam na fanfary. Dobrze ze Liliputek urodziła się w grudniu.

Ponarzekałam trochę i od razu lżej na serduchu.

Cóż to jest te high need baby? Dosłowne tłumaczenie oddaje całość – dziecko o dużych potrzebach. Niestety, nie o dużej potrzebie snu w samotności tu mowa, bardziej o potrzebie praktycznie nieustannej opieki. W wypadku Putka miałam wrażenie jakby nie mogła zaakceptować wyjścia z brzucha i miała ciągłą deprechę.
I jak tu żyć? Kiedyś wieczorem był serial czy inne filmidło, drzemało się w wolne kiedy chciało, jak był wypad weekendowy to relaks na całego. A teraz? Nie tyle co dzidziosław co to go trzeba przewinąć i uśpić, ale istny dzidziut terrorysta. Nie ma co ukrywać – sytuacja jest ciężka. Czy można to jakoś przeżyć delikatniej, bez załamania nerwowego? Mam kilka pomysłów i przemyśleń na ten trudny okres.
A więc punkt po punkcie :

1. Pomoc
Po pierwsze i najważniejsze – pomoc od innych. Jeżeli od razu w głowie Ci ktoś zaświtał to super. Jeżeli nie to musisz się trochę pogimnastykować. Piszę „musisz” bo uważam że musisz. Jeżeli tak jak ja, mimo tego że masz już po dziurki w nosie bobasa to i tak będziesz dalej przy nim trwać, bo zrobisz wszystko najlepiej – to już na pewno MUSISZ. Dla zdrowia psychicznego. Taka chwilowa rozłąka jest dobra dla obu stron. Jeżeli nie masz farta, i babcia jest poza zasięgiem, szukaj dalej. Może mąż czy konkubent posiedzi z dzidziuchem w weekend? Ciocia? Przyjaciółka, czy ogarnięta sąsiadka też da radę. Ważne żebyś choć na trochę odetchnęła. I w miarę możliwości wyszła z domu. Jeżeli z jakiś powodów masz szansę tylko na chwilę odprężenia, zaraz obok swojego szczęścia i jego opieki to wyłącz się. Jeżeli tata z luzactwem godnym hippisa pozwala dziecku na upapranie nowego body truskawkami – trudno. Sama jeszcze się tej trudnej sztuki wyłączania uczę.

2. Organizacja
Na najczarniejszy moment twojego wspólnego życia z dzidziuchem, stwórz listę niezbędności. Kiedy jest ten czarny moment? Jak już nie masz siły, wkurzasz się/płaczesz z byle powodu. Innymi słowy – jesteś ekstremalnie przemęczona. Lista ma zawierać sprawy lub rzeczy do zrobienia, bez których się nie obędzie. I nie wyskakuj tu z obiadem czy prasowaniem, bez tego można przeżyć. Raz na jakiś czas można zjeść kanapki, a bez poprasowanych ciuchów nikt nie zginął. Co w takim razie moim zdaniem powinno się znaleźć w niezbędnych działaniach? Jeżeli nie ma w domu NIC do jedzenia to będzie to wyjście do sklepu. Przewietrzenie się i Tobie i maluchowi też swoją drogą może zrobić dobrze. Poza tym sama sytuacyjnie musisz zebrać te niezbędne rzeczy do załatwienia. Na pewno sen kiedy maluch śpi powinien być twoim obowiązkiem – nie zapieprzanie po domu jak poparzona bo masz teraz czas na ogarnianie. Chociaż wiem że to kusi – dla mnie nawet gotowanie obiadu kiedy nie muszę mieć oczu z tyłu głowy to relaks. Ale z takiego „relaksu” należy korzystać jak już sytuacja się ustabilizuje.

3. Wyjście gdzieś

Mimo zmęczenia, myślę że psychika potrzebuje innego otoczenia żeby zmienić perspektywę i się nie zapętlić w sytuacji. Jeżeli wyjście jest możliwe bez malucha to można trochę zaszaleć – kino, knajpka czy teatr. Jeżeli nie to można iść do zoo, nad jezioro czy do parku. Fajnie jeżeli nie będą to miejsca z których składa się codzienność. Czyli zamiast parku który odwiedzasz codziennie, możesz pójść do innego w którym jeszcze nie byłaś.

4. Nic nie trwa wiecznie

Pamiętaj że to się skończy. Nie lubię tego całego gadania że im dziecko starsze, tym ciężej. Myślę że później też jest ciężko, ale maluch jest bardziej samodzielny i nie zabiera tak dużej porcji twojego poczucia indywidualności. Nie zawsze będzie tak że ten mały człowiek będzie taki do Ciebie przyklejony i zależny. Ba! Podobno nawet można za tym kiedyś zatęsknić (mimo stabilizacji ja jak na razie nie zatęskniłam).

Podsumowując – jak zwał tak zwał, można mówić że dzidziuś jest high need, lub że to zwykły bobas który wywraca świat do góry nogami i trzeba się w nim odnaleźć. Chyba większość maluchów na początku to niezłe wyzwanie, prawda? 😉. Najważniejsze aby czuć się jak najczęściej komfortowo. Dla każdego rodzica oznacza to trochę co innego, ale najczęściej to święta trójca – sen, czas dla siebie i podziałanie nad innym tematem niż dziecko. Starajmy się więc w miarę możliwości przestrzegać tych punktów. Nie dla Siebie, ale przede wszystkim dla swojego dziecka – zrelaksowana, cierpliwa i kochająca mama to lepszy opiekun niż sfrustrowana i poczochrana mamuśka z wariactwem w oczach.